Uniwersalna historia z Poznania. Rozmowa z Dominiką Sadowską

Data wydarzenia: 
30 październik 2023 - 20 listopad 2023
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Maciej Krajewski
Fot. Tomasz Sokołowski
Fot. Tomasz Sokołowski
Fot. Tomasz Sokołowski
Fot. Tomasz Sokołowski
Fot. Tomasz Sokołowski
Fot. Tomasz Sokołowski

Marek S. Bochniarz: Jak doszło do zorganizowania wystawy Dom na Ugorach?

Dominika Sadowska: Od dłuższego czasu myślałam o tym, aby pokazać to, co się znajdowało na strychu budynku przy ulicy Ugory, domu moich dziadków i pradziadków. Pradziadek, Wacław Wolniewicz, wybudował go w 1934 roku. Na strychu przez te wszystkie lata były gromadzone przedmioty, które należały do lokatorów.

Rok temu zgłosiłam się z tym pomysłem do Macieja Krajewskiego, prowadzącego Łazęgę poznańską.

Kto mieszkał w tym budynku?

Gdy przyszła II wojna światowa, moi pradziadkowie zostali wysiedleni. Przez ten czas mieszkała tam rodzina z Drezna. A gdy skończyła się wojna – to moja rodzina wróciła do domu. Zgromadzone w budynku przedmioty krążyły przez pokolenia i były ponownie używane przez kolejnych lokatorów. Tak było choćby w przypadku kajaka. Po slajdach, które znaleźliśmy na strychu – odkryliśmy, że niemiecka rodzina bardzo lubiła wycieczki wzdłuż Dunaju. Potem ten kajak używał mój dziadek, pływając po Warcie i okolicznych jeziorach.

Jak się okazuje – nie znający się lokatorzy dzielili pasje. Na wystawie znajduje się stół, prezentujący warsztat. Kurt, Niemiec z Drezna, był bauingenieur, inżynierem budownictwa. Projektował domy od początku do końca – nie tylko pod względem ich bryły, ale i wnętrza. Potem mój dziadek, projektując pismo techniczne w różnych zakładach, używał wielu przedmiotów pozostawionych w domu po wojnie.

Czyli – jak ta niemiecka rodzina opuszczała budynek przy Ugorach, to nie zdążyła nawet zabrać ze sobą rzeczy prywatnych.

Nie wszystkie. Pozostaje pytaniem, co się z nimi potem stało. Do końca tego nie wiem, ale mam zamiar to zbadać i dowiedzieć się, czy zdążyli wyjechać.

Te same zawody, dzielone przez obcych sobie ludzi – intrygujące!

Tak, poza pracą przy stole kreślarskim, obie rodziny łączyła pasja do fotografii. Mój dziadek robił bardzo dużo zdjęć, a niemiecka rodzina porzuciła wiele slajdów. Wydrukowaliśmy na wystawę w dużej skali zdjęcia pokazujące Poznań. Na strychu znaleźliśmy również stary ekran do wyświetlania slajdów.

Czyli – po raz pierwszy można te unikalne fotografie zobaczyć właśnie na wystawie Dom na Ugorach?

Tak. Poza wydrukami przygotowaliśmy też pokaz slajdów, które zeskanowaliśmy i wyświetlamy z projektora cyfrowego w drugiej sali Atelier Wimar. Są to prywatne fotografie niemieckiej rodziny, przedstawiające ich dzieci, sytuacje utrwalone podczas wycieczek, wypadów za miasto. Jest też i szereg zdjęć związanych z Dreznem czy Poznaniem, w tym i widoków architektury. W ten sposób można dostrzec różne „ciekawostki”.

Na wystawie można zobaczyć zdjęcia przedstawiające również i pani rodzinę.

Interesujące jest to, że część z nich została wykonana u Witolda Czarneckiego, czyli w Wimarze – właśnie w tym miejscu, gdzie teraz mieści się Łazęga Poznańska. Moi dziadkowie przyjaźnili się z nim, stąd właśnie w jego zakładzie wykonywali pamiątkowe zdjęcia rodzinne. Innym ze studiów fotograficznych w Poznaniu była wówczas Camera. Moja babcia pracowała w nim w czasie wojny – wywoływała tam zdjęcia. Na wystawie można również posłuchać nagrania jej głosu. Są to wspomnienia z momentu, kiedy w ciągu dwudziestu minut musiała wraz z rodzeństwem i mamą opuścić swój dom rodzinny. Mówi też o emocjach, które jej towarzyszyły, gdy wybuchła wojny oraz wspomina życie pod okupacją niemiecką.

Są i zdjęcia formalne, w mundurach.

To fotografie przedstawiające mojego pradziadka, Wacława Wolniewicza. Jako siedemnastolatek brał udział w Powstaniu Wielkopolskim. Można zobaczyć odznaczenia wojskowe, które zgromadził w trakcie służby wojskowej.

Obok prezentujemy karty pracy moich dziadków, a także listy, pisane przez pradziadka z obozów.

Pani pradziadek trafił do obozu jako żołnierz?

Nie, jako cywil. Przeszedł przez pięć obozów koncentracyjnych. Około piętnaście lat temu poprosiłam moją babcię Leokadię Wolniewicz, aby spisała swoje wspomnienia wojenne – doświadczenie wysiedlenia, czy to, jak im się wtedy w ogóle wiodło. Wśród nich pojawiła się opowieść o tym, jak idąc przez stare miasto minęła kolumnę Żydów, idących z obozu pracy przymusowej:

Kiedyś idąc ulicą Garbary zobaczyłam małą kolumnę Żydów. Szli od stacji kolejowej – nie wiem, czy do pracy, czy po pracy. To był przerażający widok: żywe trupy, strzępy ludzkie. Na końcu tej kolumny Żydzi ciągnęli na wielkich, drewnianych taczkach chorych, umierających, martwych towarzyszy. Osłabieni, zataczający się, na uginających się nogach. To było takie straszne, że nie mogę do dziś zapomnieć. I ta moja bezsilność! Nie mogłam im nic pomóc. Nie wolno było się zbliżać, nie wolno im było podać chociaż skórki chleba. To groziło śmiercią – i dla dającego i dla odbierającego.

Na ekspozycji jest też „kącik kobiecy”.

Chciałam na wystawie oddać głos również i kobietom. Można w tym miejscu zapoznać się z bardzo popularną książeczką Dobra służąca z 1909 roku. Po jednej stronie „kącika kobiecego” jest strona polska, a więc wizerunki moich cioć, czy portret prababci, narysowanej ołówkiem przez dziadka. Z kolei po drugiej stronie leży pamiętnik, który należał do Charlotte, żony Kurta. Pierwsze wpisy w nim pochodzą jeszcze z 1900 roku. Do pamiętnika wpisywały się jej koleżanki.

Pokazujemy również kolekcję pocztówek. Na wystawie te niemieckie mieszają się z polskimi, które ktoś z mojej rodziny zbierał jeszcze i po wojnie. To się wszystko złożyło razem i wymieszało – i w takim stanie je potem odnalazłam.

Na wystawie obiekty pochodzące ze strychu domu na Ugorach mieszają się z przedmiotami pochodzącymi ze zbiorów Stowarzyszenia Łazęga Poznańska. Czy to celowe działanie?

Ty rozpoznajesz te przedmioty. Nie przynieśliśmy z Ugorów mebli – postanowiliśmy skorzystać z „infrastruktury” Atelier. Stoły, krzesła, czy mebel z lustrem dobrze wpisały się w elementy ekspozycji. Z odwiedzin na strych pamiętam właśnie tego rodzaju obiekty. Stąd zastane meble bardzo pasowały do naszej kreatywnej rekonstrukcji.

Chcieliśmy opowiedzieć historię uniwersalną. Co prawda odnosi się ona do konkretnego domu na Ugorach, ale zarazem i do dziejów tej części dzielnicy, Szelągu i Winograd, czy starych domu na Grunwaldzie. Stąd nie ma tak naprawdę sensu zbyt drobiazgowo ustalać, co pochodzi skąd. Bo za tą wystawą stoi idea pokazania historii wielopokoleniowej, palimpsestowej opowieści o pewnym miejscu.

Przykuwają wzrok książki i magazyny...

To w większości oryginalne książki i pisma ze strychu. Są wśród nich pojedyncze książki z Łazęgi Poznańskiej. Zorganizowaliśmy „kącik propagandowy”. Zobaczyć można w nim magazyny mocno zaangażowane politycznie – „Die Wohne”, „Signal”, „Wehrmacht”. Obok mamy pozycje poświęcone Luftwaffe i inne publikacje z czasów II wojny światowej… Natomiast po drugiej stronie zebraliśmy kolekcję książek z dziedziny historii sztuki. Wiele z nich jest doprawdy wspaniała – zawierają świetne reprodukcje czy ryciny. Zachwyca również album o Dreźnie, pokazujący bogactwo architektury tego miasta.

Jako architekt, niemiecki lokator posiadał wiele takich cennych, interesujących książek z pogranicza sztuki i architektury. Poza tym, miał w kolekcji również i literaturę piękną. Jedną z ciekawostek jest niemieckie wydanie Quo vadis, z gotycką czcionką. Razem tworzy się z tego taka mieszanka, pełna różnorodności.

A ten przewodnik Führer durch Posen z 1940 roku, z ratuszem na okładce?

Ten egzemplarz pochodzi ze zbiorów Łazęgi Poznańskiej.

Przyciąga uwagę również i „kącik lotniczy”.

To historia związana z moim dziadkiem Walerianem Wolniewiczem, który chciał zostać pilotem. Już po wojnie, w 1948 roku złożył podanie i latał na szybowcu. Musiał wylatać najpierw określoną ilość godzin, co skrupulatnie notował. Niestety – ostatecznie nie został pilotem, z powodu wzroku bądź innej przyczyny.

Dziadek od dziecka interesował się lotnictwem. Pokazujemy jego zbiory: pocztówki z samolotami niemieckimi i brytyjskimi, a także niemieckie podręczniki lotnictwa – Naukę latania. Jest i książka z modelem samolocika. Wiele z tych materiałów miało charakter propagandowy, więc po wojnie za dobrze się Polakom nie kojarzyły.

Przy wejściu do pawilonu widz „potyka się” o stosy gratów.

Tak wyglądał właśnie ten strych. Było na nim bardzo dużo przedmiotów. Trzeba przyznać, że moi dziadkowie należeli do zbieraczy. Poznańskie słowo „gemela” idealnie oddaje stan rzeczy. Chciałam z Maciejem również symbolicznie oddać doświadczenie wchodzenia na strych na Ugorach. Wspinając się po schodach, mijało się okno z witrażem – stąd podobne zawiesiliśmy nad zbiorem tych wszystkich rzeczy.

 

Dom na Ugorach / Haus auf Brachland
Kuratorka: Dominika Sadowska
Współpraca: Maciej Krajewski
Atelier Wimar Stowarzyszenia Łazęga Poznańska
30 października – 20 listopada 2023

© Copyright 2014