Sugihara - japoński Schindler. Konferencja w Warszawie

Data wydarzenia: 
11 czerwiec 2015
Konferencję otworzył ambasador Japonii w Polsce. Za stołem prezydialnym Aleksandra Hadzelek z Sydney.
W pierwszym rzędzie Nina Admoni z Izraela.

Przez wiele lat jego dokonania były zapomniane. A przecież jego postawa wobec uciekających Żydów była niezwykła. Przypomniała je konferencja na warszawskim uniwerytecie im. kardynała Stefana Wyszyńskiego (10-11 czerwca), na którą przyjechali historycy z Japonii (Teruji Suzuki, Chiharu Inaba)), Anglii (Barbara Abraham), Australii (Andrew Jakubowicz, Aleksandra Hadzelek), Izraela (Nina Admoni, Rotem Kowner, Miriam David)), Litwy i USA.  Z pośród polskich wystąpień warto odnotować głos Jan Grosfelda. 

W 1939 r. Sugihara został wicekonsulem w Kownie. Kiedy ZSRR zajął Litwę w 1940 r. wielu żydowskich uciekinierów z Polski usiłowało dostać wizę wyjazdową z ZSRR. Bez tego dokumentu podróż była prawie niemożliwa i niebezpieczna. Pewna część tych osób zgłaszała się do konsulatu japońskiego, usiłując zdobyć wizę do Japonii. 

Od 29-31 lipca Sugihara zaczął przyznawać wizy z własnej inicjatywy, korzystając jedynie z pomocy żony. Wielokrotnie łamiąc instrukcje, które wydało Tokio, przyznawał Żydom 10-dniowe wizy tranzytowe z możliwością przejazdu przez Japonię. Załatwił także z Rosjanami prawo do podróży przez Syberię osób, które otrzymały wizy – przy czym pozwolono tylko na 5 takich transportów przy standardowej cenie biletu. Sugihara i jego żona kontynuowali ręczne wypisywanie wiz (spędzając od 18 do 20 godzin dziennie, wystawiając w ciągu każdego dnia miesięczną liczbę wiz) aż do 4 września, kiedy to dyplomata został przeniesiony do Berlina.  Świadkowie twierdzą, że Sugihara wypisywał wizy (wyrzucając je przez okno osobom, które ich potrzebowały) nawet gdy był już w pociągu odjeżdżającym do Niemiec. Liczba osób przez niego uratowanych jest sporna i szacuje się ją na od 2139 do 10 000 (przy czym nie ujęta jest tu liczba tzw. wiz rodzinnych wystawianych na kilka osób).
 
W najbliższym numerze "Miasteczka Poznań" (nr 1-2 / 2015) opublikujemy wspomnienia Perli Frankel-Shalew, która razem z rodziną uciekła do Kowna, a potem dzięki wizom konsula przedostała się koleją transsyberyjską do Władywostoku, a następnie statkiem do Japonii. Zamieszkali w Kobe, otoczeni opieką żydowskiej organizacji. Z Japonii udali się do Nowej Zelandii, by ostatecznie osiąść w Londynie. Po śmierci męża Perla przeniosła się do Izraela. 
 

© Copyright 2014