Jehoszua (Stanisław) Wygodzki

Od Adama i Ewy

Maria Lewińska

Na pewno jestem najmniej upoważniona do pisania wspomnień o panu
Stanisławie Wygodzkim. Bo ani koleżanka, nawet trudno powiedzieć,
że znajoma – w Tel Awiwie w pierwszej chwili mnie nie poznał,
ani to samo pokolenie, znaliśmy się – też gromko powiedziane, a więc
„znaliśmy” się z Działu Literackiego Polskiego Radia. Pan Wygodzki,
poeta tej rangi, że nawet w okresie stalinowskim nie musiał odsiadywać
godzin pracy ani godzin zebrań, i ja – na praktyce studenckiej, pisząca
głównie zapowiedzi w stylu –„w słuchowisku wystąpili…”.
Wydawać by się więc mogło – no, dokąd leziesz, są ludzie, którzy
go świetnie znali, przyjaźnili się, kochali, znają ważne lub zabawne

Uwikłany w historię

Krystyna Bernard

Trudno, bardzo trudno sprostać już dziś pisaniu
o spotkaniach i rozmowach ze Stanisławem Wygodzkim.
Może za wcześnie, bo wciąż jeszcze za bardzo boli, że
więcej takich spotkań i rozmów nie będzie. A może każdy
dzień dystansu od prostych, przyjacielskich emocji zwiększy
pokusę nałożenia na nie historycznego filtru ze stratą dla
autentyzmu, odnajdywania w nich wspólnego losu, którego
zapis wziął na swoje barki jak nikt inny?

Nie zbudzę więcej nikogo

Anna Frajlich

Tuż przed świętami postanowiłam odpisać na list Stanisława Wygodzkiego.
Napisałam dwie linijki i przy trzeciej plastikowa płytka na wózku
maszyny tak się wcięła w świąteczną kartkę, że musiałam zdjąć taśmę,
żeby uwolnić pokiereszowaną już kartkę i uruchomić maszynę. Kiedy
taśma zerwała się przy ponownym zakładaniu, postanowiłam poczekać
z listem do końca semestru. Kilka dni temu dotarła do mnie wiadomość,
że Wygodzki nie żyje. Zdanie kończące jego ostatni list: „Sprawisz mi
radość, jeżeli kiedyś odpiszesz”, pozostanie już bez odpowiedzi.
Wygodzkiego poznałam osobiście dopiero rok temu podczas mojego
pierwszego pobytu w Izraelu. Wizyta w mieszkaniu poety, w nieco oddalonym

Subskrybuje zawartość

© Copyright 2014