Od Adama i Ewy

Maria Lewińska

Na pewno jestem najmniej upoważniona do pisania wspomnień o panu
Stanisławie Wygodzkim. Bo ani koleżanka, nawet trudno powiedzieć,
że znajoma – w Tel Awiwie w pierwszej chwili mnie nie poznał,
ani to samo pokolenie, znaliśmy się – też gromko powiedziane, a więc
„znaliśmy” się z Działu Literackiego Polskiego Radia. Pan Wygodzki,
poeta tej rangi, że nawet w okresie stalinowskim nie musiał odsiadywać
godzin pracy ani godzin zebrań, i ja – na praktyce studenckiej, pisząca
głównie zapowiedzi w stylu –„w słuchowisku wystąpili…”.
Wydawać by się więc mogło – no, dokąd leziesz, są ludzie, którzy
go świetnie znali, przyjaźnili się, kochali, znają ważne lub zabawne
szczegóły z jego życia, spędzili z nim młodość, walczyli o komunizm,
przeżyli okupację.
A jednak bardzo dużo łączy mnie ze Stanisławem Wygodzkim – łączy
nas emigracja. Przemaszerowaliśmy przez to, każdy w innym czasie – ale
to nie to samo.
Tragizmu okupacji nikt nigdy nie będzie mógł podać w wątpliwość
i nigdy nie przestanie się o tym pisać. W cieniu tego największego kataklizmu
świata, na przełomie tego samego stulecia, bez szumu w środkach
przekazu i opinii publicznej, przemknęła cichutko tragedia Żydów
opuszczających Polskę. Tym większa dla tych, którzy byli z nią bardziej
związani.
Żydzi „spolonizowani” – to niezwykła grupa emigracyjna – wrośnięci
w środowisko polskie, zasymilowani, przeniesieni znienacka w zupełnie
inny, obcy, niezrozumiały „klimat”, nieprzystosowani do panujących
warunków, niemogący dostosować swych doświadczeń do zupełnie
nowej sytuacji, analfabeci z wyższym wykształceniem – dziennikarze,
literaci i poeta – Stanisław Wygodzki.

(...)

© Copyright 2014