Strażnik z Bolewickiego Lasu

Zbigniew Pakuła

Był strażnikiem obozu pracy przymusowej dla Żydów, noszącego nazwę
Buchwerder Forst (Bolewicki Las) i położonego w odległości trzech kilometrów
od Nowego Tomyśla. O obozie pisaliśmy w poprzednim numerze
czasopisma, bo 5 kwietnia 2024 roku Nadleśnictwo Bolewice upamiętniło
to miejsce leśną tablicą.1 Odpryskiem tej sprawy są dwie kartki znalezione
przed kilkoma tygodniami w archiwum poznańskiego oddziału Instytutu
Pamięci Narodowej. Dotyczą znęcania się polskiego strażnika nad pracującymi
Żydami przy budowie Autostrady Rzeszy (Reichsautobahn).

Był to jeden pięciu obozów pracy przymusowej dla Żydów na terenie
powiatu nowotomyskiego. Pozostałe to: Deutschhöhe (Przychodzko,
gmina Zbąszyń), Wiesengrund (Bobrówka, gmina Nowy Tomyśl),
Hardt (Wąsowo, gmina Kuślin) i Fahlenfeld (Turkowo, gmina Kuślin).
W Bolewickim Lesie pracowało około 350 Żydów.
Komendantem obozu był Martin Stülpnagel pochodzący z Berlina,
natomiast po jego aresztowaniu w 1942 roku za okradanie żydowskich
więźniów funkcję pełnił komendant pobliskiego obozu Wiesengrund
(Bobrówka – nieistniejąca osada młyńska, obecnie należąca do wsi Przyłęk).
Jeden z ocalałych więźniów tak wspominał komendanta: „Kiedy
Żydzi spali, wchodził do baraku i rzemiennym pejczem bił leżących
Żydów bez najmniejszego powodu”.
Nadzór nad więźniami sprawowało siedmiu Polaków zatrudnionych
w firmie niemieckiej Posener Wach- und Schliessgesellischaft (Poznańskie
Towarzystwo Ochrony i Dozoru Mienia). Strażnikiem był Niemiec Felix
Göhlich. Jednym z polskich strażników (nazywanym „starszym strażnikiem
obozu żydowskiego”) był Stefan Mańczyński mieszkający w chwili
aresztowania w Zbąszyniu. Niestety, z dokumentów zachowała się tylko
sentencja wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu. Być może szczegółowa
kwerenda przyniosłaby więcej informacji o procesie i o oskarżonym.
O Mańczyńskim, urodzonym w 1887 roku, wiemy, że 30 stycznia 1946
roku został aresztowany i osadzony w więzieniu w Rawiczu. Był katolikiem,
kolejarzem, mężczyzną żonatym, „rzekomo niekaranym” i bez
majątku. Gdy stanął przed sądem, miał już sześćdziesiąt lat.
Mańczyńskiego oskarżał wiceprokurator Sądu Okręgowego w Poznaniu
Czesław Matysiak. Zarzucał mu, że „idąc na rękę władzy okupacyjnej
niemieckiej”, brał udział w znęcaniu się, jako starszy strażnik obozu
żydowskiego, nad więźniami, bijąc ich „w bestialski sposób kijem”. Matysiak
oskarżył go także o „wyrażenie zgody na zmniejszenie o połowę
racji kartofli przeznaczonych dla przebywających w obozie w Bolewicach
żydów, aczkolwiek musiał sobie zdawać sprawę, iż ta ilość nie wystarcza
do ich wyżywienia” (pisownia oryginalna).
O racjach żywnościowych wspominał Leon Borkowski, więzień, który
przeżył wojnę: „otrzymywaliśmy na śniadanie i kolację po 200 gramów
chleba oraz czarną niesłodzoną kawę zbożową. Na obiad otrzymywaliśmy
2 litry zupy, wody właściwie, z rozgotowaną białą marchwią, dodawano
też trochę oleju. Do chleba nieraz dawano margarynę i marmoladę
z brukwi”. Borkowski oraz jego ojciec Izrael Borkowski (zmarł w 1943
roku w obozie w Kostrzynie nad Odrą) pochodził z Kłodawy w powiecie
kolskim.

(...)

© Copyright 2014