Wiersze
Poniżej 4 z 6 wierszy zamieszczonych w czasopiśmie
"MIasteczko Poznań" nr 1-2/2025 w przekładzie
Zbigniew Dmitrocy
* * *
Niczym popiołem ruszt od pieca,
Sad chrabąszczami sypie w mroku.
Ze mną i równo z moją świecą
Rozkwitłe światy wiszą wokół.
I jak na niesłychaną wiarę
Nawracam się na noc majową,
Gdzie topól, nadmurszała, szara,
Zawiesza miedzę księżycową.
Gdzie staw jak ujawniony sekret
I gdzie jabłonie szepcą błogo,
Gdzie wisi sad jak szopa z żerdek
I trzyma niebo wprost przed sobą.
(1912, 1928)
* * *
Luty. Atrament wziąć i płakać!
O lutym pisać ze szlochaniem,
Dopóki gruchocząca chlapa
Wre czarną wiosną nieprzerwanie.
Dorożkę wziąć. Za grzywien sześć i,
Skroś bicie dzwonów, skroś kół zamęt,
Przenieść się tam, gdzie deszcz szeleści
Głośniej niż łzy i niż atrament.
Gdzie niczym gruszki wpół zwęglone
Z drzew setki wron w kałuże spadną
I suchy żal niepocieszony
Z impetem zwalą w oczach na dno.
Pod nim rozmarzły grunt się czerni,
Wiatr zryty jest nawoływaniem
I im przygodniej, tym misterniej
Powstają wiersze ze szlochaniem.
(1912, 1928)
HAMLET
Zgiełk ucichnął. Wyszedłem na scenę.
O futrynę oparłszy się z lekka,
Łowię w szmerze płynącym z przestrzeni
To, co w życiu niedługo mnie czeka.
Na mnie jest skierowany mrok nocy
I lornetki na wskroś świdrujące.
Jeśli tylko to jest w twojej mocy,
Odsuń kielich ten ode mnie, Ojcze.
Ukochałem twój zamysł stanowczy
I tę rolę zgadzam się grać, Panie.
Ale dziś inny dramat się toczy
I tym razem okaż zmiłowanie.
Lecz następstwo scen już ustalone
I niechybny kres zbliża się prędko.
Jestem sam, w obłudzie wszystko tonie.
Przeżyć życie – to nie przejść poletko.
(1946)
MARZEC
Słońce grzeje do siódmego potu,
Rozszalały jar szumi rozgłośnie.
Niczym tęgiej krowiarce robota,
Praca w rękach wprost pali się wiośnie.
Śnieg się kurczy, na anemię chory,
W żył gałązkach bezsilnie wątlejąc.
Ale życie aż bucha z obory.
Zęby wideł zdrowiem promienieją.
Ach, te noce i dni wytęsknione!
Kropel z dachu w południe bębnienie,
Sopli lodu charłactwo widome,
Paplanina bezsennych strumieni!
Już gołębie dziobią owies w śniegu
I na oścież chlew, stajnia, stodoła.
Gnój, żywiciel i winny wszystkiego –
Pachnie niczym powietrze dokoła.
(1947)
