Filozofka. Nie ma takiego zawodu
Sarah Kofman, urodzona w Paryżu córka żydowskich emigrantów
z Polski, została ocalona z Zagłady dzięki zaradności matki – Finezy
Kofman (z domu Koenig) – i dobrej woli pewnej wdowy mieszkającej
w sąsiedztwie. Jednak te wojenne doświadczenia dziewięcioletniej
dziewczynki – ukrywanie się pod francuskim imieniem Suzanne, próby
sprostania „podwójnemu uwiązaniu” przez dwie matki, dwie kultury, dwa
języki, dwa porządki społeczne – naznaczyły jej późniejsze życie trudnym
do zniesienia rozdwojeniem.
Po wojnie Kofman została filozofką, a z czasem profesorką na paryskiej
Sorbonie. Żyła tak, jak chciała, choć bezustannie szukała dla siebie
odpowiedniej formy. Analizując cudze teksty, między innymi takich
myślicieli jak Immanuel Kant, Jan Jakub Rousseau, Zygmunt Freud, Fryderyk
Nietzsche, wydzierając z nich pierwiastki biograficzne, zwłaszcza
te dotyczące relacji filozofów z matkami, próbowała dotrzeć do istoty
własnych problemów, których źródła sytuowała w doświadczeniach Zagłady.
Udało jej się to dopiero pod koniec życia: mając lat sześćdziesiąt,
odważyła się wydać autobiografię, choć wątki z własnego życia zawarła
już w kilku wcześniejszych pracach, między innymi w Paroles suffoquées
(Zdławione słowa; gdzie wspomina ojca zamordowanego w Auschwitz)
i La nourriture sacrée (Przeklęte jedzenie; gdzie pisze o własnej zaburzonej
relacji z jedzeniem, wynikającej z niemożności przestrzegania
w ukryciu zasad koszerności). Tytuł do swojej biografii Rue Ordener,
rue Labat wzięła od nazw dwóch ulic, przy których znajdowały się jej
dwa światy – żydowski i francuski, chrześcijański – i pomiędzy którymi
mentalnie tkwiła całe życie.
Kilka dni po opublikowaniu książki, w październiku 1994 roku,
Kofman odebrała sobie życie. (...)

