Marian Marzyński. Powrót do Polski
Poniższy tekst to zapis narracji słownej z filmu dokumentalnego Powrót do Polski.
W 1969 roku Marian Marzyński jako emigrant marcowy opuścił wraz z rodziną
ojczyznę. Przyjechał do niej ponownie dopiero w 1981 roku, by zrealizować reportaż dla
amerykańskiej stacji telewizyjnej WGBH Boston, wyprodukowany w ramach serii Świat.
To w Powrocie do Polski po raz pierwszy zastosował subiektywną formę odautorskiej
narracji z offu – rozwiązanie, które wykorzystywał przy kolejnych produkcjach. W dokumencie
przybliżył amerykańskiej publiczności zjawisko „Solidarności” i ukazał polskie
realia. Odwiedził także ludzi i miejsca związane z czasami II wojny światowej, gdy jako
dziecko ocalał z Holokaustu. O swoich przeżyciach wojennych opowiadał po raz pierwszy.
Nieprzypadkowo te traumatyczne wydarzenia udało mu się zrekonstruować dopiero na
emigracji w USA, gdy wraz z matką udał się w długą wycieczkę po Ameryce Północnej:
Getto to było tabu. Moja matka zaczęła mi mówić o getcie dopiero pięć-siedem lat później
[po wojnie], bo inaczej wybuchała płaczem. To było coś, o czym trzeba było zapomnieć, o czym trzeba było milczeć. Zresztą ja nie byłem wyposażony w dostatecznie dużo pamięci,
żeby móc o tym opowiadać bez pomocy matki. Dopiero matka musiała mi w pewnym
momencie ułożyć w głowie moje fragmenty. Pamięć dziecka jest fragmentaryczna, zaczyna
się w wieku lat trzech-czterech i właściwie są to nieskojarzone obrazy. […]
To nie jest jeszcze dramat dla mnie. Getto nie jest dla mnie pamięcią dramatyczną. Pamięć
dramatyczna zaczyna się od ucieczki z getta, od zaaresztowania nas przez szmalcowników,
gdy wyszedłem z przewodniczką. Ale też bez matki bym nie wiedział, co z tym zrobić. Ona
musiała mi do tego stworzyć pewien kontekst – i to dużo, dużo lat później. Właściwie ja się
wszystkiego od niej dowiedziałem dopiero w Ameryce, kiedy pojechałem z nią w dużą
podróż do zachodnich stanów i mieliśmy bardzo dużo czasu. Wziąłem notatnik i dopiero
wtedy się to ułożyło. Moja wojna polega na tym, że ja czułem, że to rodzice mnie zostawili,
a nie Adolf Hitler. Ponieważ ja nie wiedziałem, kto to był Adolf Hitler i nie wiedziałem,
jaki był kontekst. Ja wiedziałem, że nigdy nie wolno mi używać słowa „Żyd”1.
Po latach Marzyński w następujący sposób przybliżył barwne „kulisy” powrotu do
ojczyzny w 1981 roku:
Gdy wybuchła „Solidarność”, znów myślałem o podroży do Polski, ale tym razem, żeby
zrobić film. Udało się to wiosną 1981 roku, dzięki staraniom dziennikarzy, Stefana Bratkowskiego
i Dariusza Fikusa.
W mojej teczce bezpieki opisuje to towarzysz Biały: „W dniu 28 kwietnia 1981 r. na 15 dni
wyjechał wraz z operatorem, Marzyński. Chce przygotować film, który ma być wyświetlany
w ogólnoamerykańskim programie TV. Chciałby przeprowadzić rozmowy z tzw. zwykłymi
ludźmi, nie jest zainteresowany działaczami politycznymi”.
[Narracja filmu]
Urodziłem się w Warszawie w 1937 roku. Dwa i pół roku przed inwazją Niemiec na
Polskę. Wojna była moim przedszkolem. Nie bawiłem się w dom – moją grą była walka
o przeżycie. Miałem osiem lat, gdy Rosjanie wyzwolili nas spod niemieckiej okupacji,
a Roosevelt przystał na porozumienie z Jałty, dzielącej Europę między dwa supermocarstwa.
Stalin zmarł w 1953 roku. Miałem szesnaście lat. Moje pokolenie nauczyło się
gorzkiej lekcji o komunizmie. W wieku dwudziestu lat zacząłem karierę w mediach.
Nowy socjalizm z ludzką twarzą oferował nadzieję. Miałem trzydzieści dwa lata, gdy
opuściłem kraj jako pozbawiony złudzeń imigrant.
Podróż pociągiem
Rosyjski wagon sypialny w drodze do Warszawy. Polacy mieli podczepić wagon restauracyjny
w Berlinie, ale tego nie zrobili. Rosyjski konduktor poczuł się z tym źle i zaoferował
swoje jedzenie.
Chciał się podzielić własnym chlebem, kiełbasą i jajkami, które zabrał ze sobą z Moskwy.
Zasłonił twarz, gdy zobaczył kamerę: „Przepraszam, ale nie można nas filmować
bez zgody kierownika. A kierownik jest w Moskwie”.
W roku 1943, w drodze do obozu koncentracyjnego, mój ojciec [Borys Kuszner] wyciął
dziurę w podłodze wagonu i wyskoczył z niego, by dołączyć do partyzantów. Zginął potem
w bitwie. Po przeżyciu wojny moja matka jeździła niezliczonymi pociągami, desperacko
próbując mnie znaleźć. Pociągi przywołują wspomnienia. Mam teraz 44 lata. I jadę do
domu. Przez dwanaście lat odmawiano mi wizy do Polski. Moja wizyta była uważana za
poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polskiej Republiki Ludowej.
Warszawa Gdańska: warszawski przystanek rosyjskich ekspresów wschód—zachód.
Na tej odludnej stacji rosyjscy żołnierze, transportowani do Europy, mogą rozciągnąć
nogi bez przyciągania wzroku zbyt wielu ciekawskich gapiów. To właśnie wsiadając na
tej stacji, opuściłem Polskę 12 lat temu. Peron był wtedy równie pusty, co dziś. Tylko
konduktorzy, żadnych podróżnych. Przyjaciele, nawet rodzina, zbytnio się bali, by przyjść.
Konduktor stara się mnie pocieszyć. Był inny pociąg, a ludzie czasem się mylą.
(...)


